Liverpool 25. 07. 2025.
Razem na wodę!
To bardzo proste, wprost dosowne, tłumaczenie hasła przewodniego, które w Sezonie Navigacyjnym 2025,
promuje Royal Yachting Association, „Together on Water”.
Pomyślałem, że będzie ono doskonale pasować, do mojego dzisiejszego tekstu.
Końcówka
lipca,
czyli
nawet
na
warunki
angielskie,
połowa
Sezonu
Navigacyjnego.
Jeszcze
kilkanaście
tygodni
a
zaczną
się
silne
jesienne
sztormy.
Odczuwalne
zwłaszcza
tu
w
starym,
pełnym
morskiego
klimatu
Liverpool.
Czas
zatem
na
małe
podsumowanie,
tego
co
się
udało,
bo
trochę
tego jest i oczywiście tego co nam nie wyszło. O tym oczywiście poniżej napisze, bo nie tylko laurkami żyje strona Pogoria.org.
Był
zimny,
sztormowy,
zimowy
dzień.
Trochę
przypadkiem,
choć
powiecie,
że
przecież
nic
nie
dzieje
się
przypadkiem”
znaleźliśmy
się
w
okolicach
plaży
Crosby.
Miejsce
jest
naprawdę
urokliwe.
Ujście
rzeki
Mersey,
to
jednocześnie
wejście
do
ruchliwego,
pełnego
morskiego
życia
portu
w
Liverpool.
Plaże
zdobią
charakterystyczne
rzeźby,
czy
raczej
odlewy
ludzkiej
postaci,
projekt
artystyczny
miejscowego
twórcy.
Jest
klimat!
Jedni
podziwiają
dzieło,
inni
w
ty
zwłaszcza
dziewczyny,
mają
niezłą
zabawę
podziwiając
statuetki,
które
są
podobno
wzorowane,
również
wymiarowo,
na
artyście-twórcy projektu.
Wąska
mierzeja
oddziela
stalowo
szare
wody
Morza
Irlandzkiego
od
odciętego,
jak
się
potem
dowiedzieliśmy,
w
wyniku
ekstremalnych
działań
atmosferycznych,
sporej
wielkości
jeziora.
Jezioro
wypełnia
słona
morska
woda,
ale
fakt
że
jest
odciętę
od
otwartego
morza
ogranicza
praktycznie
do
zera zjawisko pływu oceanicznego. Ten zaś w Liverpoolu sięga do 9m! Co znacznie utrudnia żeglugę.
Luty 2025 rok - zaczynamy naszą przygodę w Crosby Lakeside Adventure Centre :
Pojechaliśmy
tam
na
spacerek
z
naszym
pieskiem,
towarzyszem
niejednej
wycieczki,
upartym
szkockim
terierkiem.
I
pewnie
byłby
to
kolejny
dzień
spaceru
na
świeżym
powietrzu,
ale!
No
właśnie,
ale!
Nasza
żeglarska
świadomość
nie
potrafiła
przeoczyć
lasu
masztów,
żeglarskich
pomostów
i
infrastruktury
wołającej
do
nas,
tak
tu
jest
miejscowy
klub
żeglarski,
zaglądnijcie!
W
Liverpool
z
grubsza
ułożyliśmy
swoje
sprawy.
Praca,
mieszkanie
i
inne
administracyjno-życiowe
konieczności
w
nowym
miejscu
jakoś
się
poskładały.
Uwierała
jedynie
tęsknota
do
łopotu
żagla
i
do
tej
nieopisanej
wolności
jaką
daje
swobodne,
żeglowanie.
No
i
oczywiście
do
ludzi
o
podobnej
pasji.
Kapitan
Ziemek
Barański
zatytułował
swoją
książkę
„Gdy raz się zacznie”. I to prawda, ta pasja zostaje w człowieku na całe życie.
Znaleźliśmy
klub
i
kapitalne
miejsce
do
żeglowania.
Trochę
jeszcze
wtedy
nieśmiała
wizja
terenowa
pokazała,
że
sprzętu
jest
naprawdę
sporo
i
jest
to
kapitalna
miejscówka
do
uprawiania
dinghy
sailing,
dyscypliny
którą
od
lat
uprawialiśmy
z
powodzeniem
w
Londynie.
Brakowała
jedynie
bodźca, swoistego kuksańca, który pchnąłby leniwych ex londyńczyków do działania.
I
ponownie,
jak
kiedyś
przed
laty
w
Londynie,
jedna
mała
informacja
w
internecie
potrafiła
zmienić
wszystko.
Okazało
się,
że
w
Liverpool
działa
niesamowita
para
Gosia
i
Paweł
Folfasińscy,
społecznicy,
harcerze
prawdziwi
miłośnicy
wody,
którzyz
powodzeniem
prowadzą
Gromadę
Zuchową
„Wilczki
Morskie”.
Problem
polegał
jedynie
na
tym,
że
„Wilczki
Morskie”
pomimo
ukierunkowania
jako
grupa
wodna
z
wodą
kontakt
mieli
dość
ograniczony. Cytując klasyka z Sosnowca padło ponadczasowe pytanie, „Pomożecie ? Pomożemy”!
I
ja
i
Agnieszka
jesteśmy
Instruktorami
Żeglarstwa
PZŻ
z
dość
pokaźnym
stażem.
Nasi
kursanci
to
Mistrzowie
Polski
i
Śląska
w
klasie
Omega,
Kapitanowie
Handlowej
Żeglugi
Wielkiej,
oraz
kolejne
pokolenie
Instruktorów
Żeglarstwa
PZŻ.
Już
pierwsze
spotkanie
na
zuchowej
zbiórce
urzekło
nas
uśmiechniętymi
buziami
kapitalnych
dzieciaków
w
morskich
mundurkach.
Natychmiast
po
zbiórce
odbyliśmy
spotkanie,
burzę
mózgów
!
Ok,
wyprowadzamy dzieciaki na wodę pod żagle!
Przełamać
pierwsze
lody!
Budowanie
klubu
żeglarskiego
zagranicą
uważam
za
cel
bardzo
wysoko
położony
w
skali
trudności
techniczno-
organizacyjnej.
Trzeba
posiadać
odpowiednią
kadrę,
infrastrukturę
do
bezpiecznego
żeglowania,
łódki
a
przede
wszystkim
wolny
dostęp
do
akwenu
treningowego.
Mówimy
bowiem
o
zajęciach
dla
dzieci
i
młodzieży,
a
tu
bezpieczeństwo
ponad
wszystkim.
Myślę,
że
trudniejsze
było
by
chyba
zorganizowanie
klubu
strzeleckiego.
Niemniej
żeglarstwo
stawiam
wysoko
w
skali
ograniczeń
organizacyjnych
poza
krajem.
W
tym
miejscu
oczywisty
szacun i gratulacje dla Marcina Wilka, który 10 lat prowadzi klub żeglarski w Irlandii. Byłeś i jesteś naszą inspiracją. Tak trzymaj druhu Marcinie!
Nie
chcieliśmy
tworzyć
nowego
zupełnie
polskiego
klubu-stowarzyszenia-koła
słowem
typowo
polonijnego
ośrodka
żeglarskiego
w
Liverpoolu.
Widziałem
niejedno,
poniewarz
uczestniczyłem
w
takich
stowarzyszeniach
w
Londynie.
Zawsze
ograniczają
się
one
do
pewnej
grupy
ludzi,
których
łączy
wspólna
pasja
i
język.
Robią
fajne
rzeczy,
ale
są
oudsiderami
i
z
reguły
nie
integrują
się
z
krajem,
który
wybrali
sobie
na
miejsce
życia
i
kariery
zawodowej.
Tworząc
coś
co
z
dalszej
perspektywy
wygląda
na
pewnego
rodzaju
wyizolowane
getto.
Wiem
słowo,
choć
o
bardzo
szerokim
znaczeniu,
będzie
odbierane
źle.
No
cóż
liczę
się
z
takim
odbiorem.
Wzorowaliśmy
się
raczej,
choć
też
nie
do
końca
zgadzam
się
z
wyrażonymi
tam
poglądami,
na
liście
Jurka
Kulińskiego
zamieszczonego
w
książce
Yacht
Klub
Polski
Londyn
1982
–
2007
na
stronie
322
pt.
„Rozważania
Jurka
Kulińskiego
o
Emigracji
(list
do
Jerzego
Knabe)”
Nie
będę
tu
oczywiście
cytował
całego
listu,
bo
każdy
przy
odrobinie
wysiłku
odnajdzie
tą
publikacje
w
internecie.
Chodziło
jednak
w
skrócie
o
stwierdzenie,
że
autor
czysto
hipotetycznie
podkreśla,
że
przypadku
wybrania
sobie
innego
kraju
do
zamieszkania
i
realizacji
kariery
zawodowo-hobbistycznego,
czułby
się
zobowiązany
do
integracji
z
tym
krajem,
który
go
gościnnie
przyjął.
Starałby
się
doskonalić
język,
uczyć
się
praw
i
zwyczajów
i
czynnie
uczestniczyć
w
życiu
lokalnej
społeczności.
Stronił
by
jednocześnie
od
zakładania
typowo
polskich
klubów,
czy
domów
polskich,
taktując
to
jako
drogę
bezcelowej
izolacji.
Podkreślam,
że
nie
zgadzam
się
całością
zawartych
w
liście
myśli
i
zagadnień.
Daleki
jestem
od
twierdzeń
segregacyjno-rasowych
tam
zawartych.
Uważam
również,
że
nauka
języków
jest
bardzo
ważnym
elementem
edukacji
dzieci
i
młodzieży.
Ponadto
zachowanie
własnej
tożsamości
w
kraju
zamieszkania,
osiedlenia
jest
ważne
dla
poczucia
własnej
wartości
i
szacunku
dla
dziedzictwa
historycznego.
Jednocześnie
uważam,
że
integracja,
wspólne
działanie
i
przełamywanie
lodów
inności
kulturowo-
językowej,
na
przykład
przez
wspólne
działania
sportowe
(żeglarstwo),
to
jedyna
droga
do
wzbogacenia
własnej
osobowości,
świadomości
polonijnej
dzieci
i
młodzieży,
oraz
lokalnego
społeczeństwa.
Taki
cel
przyświecał
nam,
kiedy
pierwszy
raz
przekroczyliśmy
bramę
ośrodka
wodniackiego
Crosby
Lakeside
Adventure
Centre.
Bardzo
nam
zależało
by
kapitalne
uśmiechnięte
dzieciaki
z
Gromady
Zuchowej
„Wilczki
Morski”
stały
się
małą
częścią
ogromnej
angielskiej
społeczności
żeglarskiej.
A
wszystko
zależało
od
tego,
czy
znajdziemy
tu
przyjaznych
i
otwartych
ludzi.
Ludzi
którzy
niejedno
wybaczą,
na
kilka
rzeczy
przymkną
oczy
i
zrozumieją
błędy
organizacyjne
tak
zwanego
„wieku
dziecięcego”.
I
jak
tu
nie
wierzyć
w
dobre
duchy naszych patronów, którzy pijąc rum gdzieś na słonecznych kotwicowiskach Hilo, wspomagają nas swoją mocą.
Naszą
przyjazną
duszą
w
klubie
Crosby
stała
się
Tracy!
Posłuchała
z
czym
przychodzimy.
Miała
na
tyle
cierpliwości,
że
dała
nam
się
przedstawić,
opowiedzieć
o
naszych
doświadczeniach
z
Londynu
i
Dockland
Sailing
Centre,
gdzie
przez
lata
to
Jim
był
naszym
dobrym
duchem.
I
powiedziała
czemu
nie.
Oczywiście
było
to
jeszcze
zachowawcze!
Pełne
zrozumiałej
ostrożności.
Jacyś
ludzi
z
Polski,
żeglarze
z
Londynu,
zupełnie
nowe
twarze
w
mieście
i
środowisku
chcą
organizować
zajęcia
dla
dzieci
i
młodzieży!
Na
żaglach!
Znaliśmy
tą
problematykę.
Wiedzieliśmy,
że
trzeba
się pokazać z najlepszej strony. By wszystkich przekonać do budowania czegoś razem.
Chcesz
osiągnąć
sukces
musisz
dać
z
siebie
więcej!
Decyzja
zapadła,
wyznaczyliśmy
datę
11
Maja
2025
miały
się
odbyć
pierwsze
zajęcia
Gromady
Zuchowej
na
wodzie
.
Przewidziane
były
cztery
różne
aktywności
wodne.
Kajaki,
nauka
wiosłowania
w
grupie
na
długich
łodziach,
budowa
tratwy
i
oczywiście
żeglowanie!
Pamiętam
tą
nerwową
atmosferę
wyczekiwania
na
ten
dzień.
Nerwowość
była
chyba
u
wszystkich
organizatorów
tego
spotkania.
Pewne
wątpliwości
i
obawy
miałem
ja
i
Agnieszka.
Chwile
zwątpienia
zdarzały
się
Pawłowi.
Kierownictwo
ośrodka
Crosby
też
nie
wiedziało,
jak
zachowa
się
ponad
dwudziestoosobowa
grupa
dzieci
mówiąca
w
innym
języku.
Przed
zajęciami
opracowane
zostały
instrukcje,
regulaminy
aktywności.
Dobrani
zostali
instruktorzy
oraz
pomoc
językowa
i
obsługa
asekuracyjna.
Do
pomocy
zaproszona
została
pani
kapitan
RYA
a
zarazem
członkini
YKP
Londyn
Kasia
Modrzejowska.
Słowem
wszystkie
ręce
na
pokład!
Czułem,
że
byliśmy
gotowi!
Niemniej
„Woda
jest
wodą”
i
wszystko może się zdarzyć!
11
Maja
przypadała
również
rocznica
trzecich
„urodzin”
zuchów
z
Liverpoolu.
Pogoda
nie
zawiodła!
Dobre
duchy
przegoniły
zimne
majowe
chmury,
przysyłając
dzieciakom
wspaniałe
słoneczko,
ciepły
i
równy
wiatr
i
całą
masę
pozytywnej
energii.
Dzień
ten
był
eksplozją
spontanicznej
radości,
zabawy,
integracji
i
tego
jakże
ważnego
pierwszego
kontaktu
z
wiosłami,
żaglami,
linami
i
wodą.
Zabawa
była
tak
przednia,
że
organizatorzy
nie
mogli
wyciągnąć
z
łódek
małych
żeglarzy.
Kierownik
ośrodka
na
kajakach
bawił
się
z
dzieciakami
w
gonitwy
po
jeziorze!
A
nadbrzeże
zaroiło
się
od
ludzi
w
przeróżnych
harcerskich
mundurach.
To
goście
odwiedzający
Gromadę
Pawła
i
Gosi
z
niedowierzaniem
przecierali
oczy,
widząc
radość
dzieci
wyciągających
wodny
sprzęt.
Na
zakończenie
cała
nasza
kadra
żeglarsko-harcerska
pod
przewodnictwem
kapitan
Kasi
w
galowych
mundurach podziękowała kierownictwu ośrodka i instruktorom za niezwykły dzień.
Lody
prysły,
zniknęły
obawy
i
bariery
kulturowo-językowe.
Pozytywna
aura
i
radość
jaką
wniosły
mali
wodniacy
spowodowała,
że
zaproponowana
nam
stałą
współpracę
z
ośrodkiem
Crosby
Lakeside
Adventure
Centre.
11
maja
okazał
się
datą
zaczynającą
naszą
stałą
obecności
w żeglarskim życiu słonego jeziora przy plaży Crosby w Liverpoolu.
Zaczęliśmy
od
tego
od
czego
zazwyczaj
zacząć
trzeba.
Przegląd
sprzętu
klubowego.
Sprzątanie,
segregowania,
czyszczenie,
mycie
i
kompletowanie.
W
czasie
naszych
rozmów
przy
pracy
ustaliliśmy,
że
wszystko
trochę
się
posypało
po
pandemii
i
brexicie.
Okres
ten
nie
najszczęśliwszy
zresztą
dla
nikogo
spowodował,
że
wielu
kapitalnych
ludzi
wyjechało.
Brakło
wyszkolonej
kadry,
brakło
chętnych
żeglarzy,
nastąpiła
przyducha.
Liny
zesztywniały
na
słońcu,
kadłuby
pokrył
mech.
Nowiutkie
żagle
czekały
w
kontenerach
na
to
by
ktoś
znowu
postawił
je
na
gołych
masztach. Powstała swoista symbioza, oni poszukiwali żeglarzy z wiedzą i pasja a my miejsca do realizacji naszych żeglarskich celów. Zagrało!
Paweł
i
Gosia
opracowali
schemat
zajęć
pod
żaglami
dla
grupy
swoich
wychowanków.
Agnieszka
i
ja
jako
wykwalifikowana
kadra
pomagaliśmy
przeprowadzać
te
zajęcia
na
wodzie.
Jednocześnie
pracując
wspólnie
nad
reaktywacją
naszej
małej
floty.
Każde
kolejne
zajęcia
to
większa
wiedza,
doświadczenie,
kolejne
łódki
na
wodzie
i
co
najważniejsze
nowi
ludzie!
W
Liverpoolu
odnalazł
się
nasz
dawny
kolego
z
Dockland
Sebastian.
Rodzinne
pływanie
Gosi
i
Pawła
wraz
z
synami
stało
się
kuźnią
kadry
żeglarskiej.
Sebastian
doskoczył
do
teamu.
Polskie
załogi
tną
mieczami
wodę
na słonym jeziorze Crosby, jak kiedyś w Londynie na dokach.
Co
będzie
dalej?
Kim
będziemy
za
rok?
Nie
potrafię
odpowiedzieć
na
takie
pytanie.
Koncentrujemy
się
na
szkoleniu
grupy
liderów-animatorów
wodniackiej
działalności
w
Liverpool.
Biało
czerwona
stała
się
częścią
Crosby
Lakeside
Adventure
Centre.
Wspólnie
pracujemy,
uczymy
się
od
siebie
wzajemnie,
poznajemy
terminologię
angielskojęzyczną
i
żeglarski
żargon.
Pływamy
razem,
wspólnie
spędzając
czas.
W
czasie
pierwszych
prób
po
remontowych
łodzi
typu
Gig,
na
pokładzie
zebrali
się
ludzie
z
RYA,
PZŻ,
ZHP
i
żeglarze
z
Crosby.
Wiało,
sprzęt
dawno
nie
pływał.
Szkwały,
przechyły
i
spore
fale!
Coś
się
zrywa,
coś
się
przycina,
łamie
się,
pod
wpływem
silnego
uderzenia
wiatru
bom
bezana!
Zwijamy
się
przy
żaglach,
padają
komendy,
wszystko
gra
jak
dobrze
naoliwiony
mechanizm.
Wreszcie
bezpiecznie
i
bez
strat
wracamy
do
portu.
Ben
instruktor
RYA
mówi
na
koniec,
dobrze
mieć
w
załodze
ludzi
z
taka
samą
wiedzą
i
ogromnym
doświadczeniem.
Jesteśmy
dumni,
zadowoleni
z
siebie
i
wdzięczni
dla
naszych
dawnych
instruktorów.
Dobrą
robotę
zrobiliście.
Są
sytuacje
gdy
nie
potrzeba
nic
nikomu
tłumaczyć,
doświadczony
żeglarz
szybko
wyczuwa
sytuacje.
Takie
same
reguły
żeglugi
obowiązywały
na
jeziorze
Pogoria
I
w
Dąbrowie
Górniczej,
na
zimnym
Bałtyku
i
dokładnie
te
same
prawa
fizyki
rządzą
na
Crosby
Lake.
Magiczne
hasło
„together
on
water”
zadziałało!
Pracowaliśmy
razem
jak
jeden
sprawny
organizm.
Na
twarzach
nas
wszystkich
pojawiło
się
zrozumienie,
akceptacja
i
szczery
uśmiech.
Był
to
dowód,
że
nasz
plan
bycia
częścią
miejscowych
struktur
żeglarskich
to
trudniejszy,
ale
dobrze
obrany kurs. I tak będziemy trzymać.
Nie
wykluczam
powstania
w
przyszłości
polskiego
wodniackiego
stowarzyszenia,
działającego
na
zasadzie
social
klubu.
Może
to
wyniknąć
z
potrzeby oddolnej i wtedy będzie to miało sens. To wszystko pokaże czas.
Należy wspomnieć, że rok 2025 to okres sporej aktywności żeglarzy i jachtów pod Biało Czerwoną banderą na terenie UK.
Kapitan Janusz Płodzień – 4 etapowy rejs powodach pływowych na S/Y Rzeszowiak odwiedza Szkocję i Irlandie.
Zawisza Czarny pod kapitanem Waldemarem Mieczkowskim wraz z Chórem Męskim odwiedza Hartlepool i grób kapitana Mamerta Stankiewicza.
Kapitan Roman Paszkę zawija do Southampton w czasie kolejnych eliminacji wyścigu o Puchar Ameryki.
Kapitan Zbigniew Gutkowski zawija do Portsmouth w czsie trwania załogowych regat wokoło Wyspy Wight.
Tomasz Kowalczyk na jednostce Tenaga – płynie wzdłuż portów południowego brzegu Anglii.
Finał jednego z etapów Tall Ships gromadzi w Aberdeen w Szkocji ogromną liczbę żaglowców ze świata w tym nasze „Dar Młodzieży”, „Fryderyk
Chopin”, „Pogoria” , „Kapitan Borchard”, „Kapitan Głowacki”, „Belfer”.
Żaglowiec szkoleniowy STS „Gedania” robi przejście przez Kanał Kaledoński.
Polski kajakarz z Bydgoszczy Sebastian Szubski bije rekord opływając na wiosłach całe wybrzeże Wielkiej Brytanii w 36 dni i 6 godzin.
Tyle mi się udało odnaleźć na dziś.
Co nam się nie udało w tym sesonie? Rejs z Andrzejem Piotrowskim, wizyta na Gibraltarze i szersze zainteresowanie szantami i kulturą morską
polonii w Liverpoolu ale nad tym będziemy pracować zimą.
Pozdrawiam Was i biegnę remontować kolejne jachty bo sezon jeszcze trwa
a kto mnie zna to wie że żeglowanie w zimie też mi się już zdarzalo :)