Liverpool 15.06.2026.
Dziwna nazwa pewnej ulicy.
Choć pewnie dzisiaj każdy kojarzy mnie bardziej w Wielką Brytania, to prawdą jest, że wiele lat mieszkałem w Sosnowcu.
Tak w tym osławionym w skeczach Sosnowcu. Były to zamierzchłe czasy, gdzie nie funkcjonował jeszcze ‘sosnowiecki paszport”.
Kończyłem tam szkołą podstawową a nawet średnią. Codziennie chodziłem na spacery z pieskiem nad rzekę Biała Przemsza
i z nieukrywaną ironią mijałem ulice Żeglarską w dzielnicy Niwka – Modrzejów. Ulica Żeglarska na Niwce! W regionie żeglarstwo
to były oczywiście jeziora Pogoria w Dąbrowie Górniczej, zalew Sosina w Jaworznie lub Przeczyce. Taka nazwa na Niwce
wydawała się tak absurdalna jak słynna Alternatywy 4 z filmu Stanisława Bareji. Ot poniosło kogoś i tyle. Musiało upłynąć sporo lat
aby ta absurdalna wtedy dla mnie, nazwa nabrała zupełnie innego znaczenia. Bo czy można uwierzyć, że rzeką Przemszą pływał
statek motorowy „Katowice”, o długości ponad 30m? Tak! Na początku XX wieku w Sosnowcu, Jaworznie i Mysłowicach istniały
rzeczne porty, w których tętniło życie. Statki o nazwach „Piast”, „Cieszyn”, „Olza”, „Zosia”, regularnie rozwoziły ładunek w dół i
górę rzeki. Głównie czarne złoto regionu, czyli węgiel, ale i piasek, płody rolne i zwierzęta. Pod koniec wieku XIX pewien anglik o
nazwisku Davny zainwestował spore środki w parowiec bocznokołowiec do transportu towaru zwany potocznie „Czortopchajem”.
Były to czasy, gdzie Huta Zawiercie wysyłała doskonałe szkło do Wielkiej Brytanii a przedstawiciele londyńskich izb handlowych
odwiedzali nasz region negocjując bardzo intratne kontrakty. Na rzece sportowo ćwiczyli kajakarze. Liga Morska Rzeczna i
Kolonialna odbywała rejsy do Gdańska. Na Przemszy regularnie pojawiała się łódź żaglowo motorowa o nazwie „Mewa”. Ten bum
na transport rzeczny, a przy tym zainteresowanie sportami wodnymi było pochodną pewniej idei, której początki sięgają okresu
Rewolucji Przemysłowej.
W dalekiej Anglii i Szkocji w wieku XVIII rozpoczął się proces, który na zawsze zmienił oblicze całej Europy. To właśnie w tym
okresie gospodarka oparta na rolnictwie i hodowli zaczynała ustępować miejsca manufakturom, rzemieślnikom, zakładom
produkcyjnym i wydobywczym. Walia była pierwszym krajem, w którym odsetek osób zatrudnionych w szeroko rozumianym
przemyśle, przewyższył rolników i hodowców. Rodziła się era klasy robotniczej.
Fabryki
i
zakłady
rzemieślnicze
potrzebowały
materiałów,
surowców
i
oczywiście
sprawnego
odbioru
gotowych
towarów.
Złoża
bogate
w
kruszce,
węgiel
i
żelazo
znajdowały
się
w
górzystych
terenach
Walii
i
Szkocji,
tam
też
powstawały
fabryki
i
kopalnie.
Wielka
Brytania
jako
królestwo
wyspiarskie
miała
doskonale
rozbudowaną
sieć
nadmorskich
portów
i
świetną
marynarkę
handlową.
Nie
było
na
świecie
miejsca,
gdzie
handlowe
statki
korony
nie
docierały
w
poszukiwania
towarów,
lub
nowych
rynków
zbytu.
Problemem
stawał
się
transport
wewnętrzny
pomiędzy
kopalniami
a
fabrykami
potrzebującymi
surowca
oraz
przewóz
gotowych
wyrobów
do
nadmorskich
portów.
Kolej
żelazna
nie
istniała
a
co
najwyżej
była
w
fazie
pierwszych
dość
prymitywnych
prób.
Transport
konny
okazał
się
zupełnie
niewydajny
i
niesamowicie
kosztowny.
Przemysł
i
handel
potrzebował
sprawnego
transportu masowego, swoistego krwioobiegu zasilającego tą maszynę.
Rozwiązaniem stały się rzeki i kanały, które na prawie 120 lat stały się główna drogą masowego transportu w Wielkiej
Brytanii.
London
Tu
dochodzimy
do
pewnego
zwierciadlanego
wręcz
podobieństwa.
Kopalnie
i
huty
Zagłębia
Dąbrowskiego
identycznie
jak
Walii
i
Szkocji
potrzebowały
transportu
masowego
towaru.
Rzeki
jako
naturalne
drogi
wodne
prowadzące
do
portów,
świetnie
się
do
tego
nadawały.
I
to
na
bazie
doświadczeń
brytyjskich
na
brzegach
Przemszy
i
Brynicy
powstawały
baseny
portowe,
magazyny,
dźwigi przeładunkowe a nawet stocznia rzeczna w Sosnowcu Jęzorze.
Na
terenach
Walii
i
Szkocji
dzieła
stworzenia
sieci
kanałów
łączących
w
systematyczną
całość
spławne
rzeki
i
nadmorskie
porty
zlecono
dwóm
wybitnym
inżynierom
z
epoki
Wiliamowi
Jessopowi
i
Thomasowi
Telfordowi.
Założono
towarzystwo
budowy
kanałów,
zebrano
fundusze
i
prace
ruszyły.
Obaj
panowie
doskonale
się
uzupełniali.
Jeden
miał
doświadczenie
w
metalurgii
i
zastosowaniu
odlewów
żeliwnych
w
budownictwie,
drugi
był
ekspertem
sztuki
murarskiej
i
kamieniarskiej.
Około
50
tysięcy
ludzi
nazywanych
„The
Navvies”
tworzyło
brygady
budowniczych
coraz
to
nowych
odcinków
kanałów
łączących
regiony
górzyste
obszary
bogate
w
surowce
z
fabrykami
i
portami
morskim.
Z
których
to
towar
wysyłano
na
światowe
rynki.
Powstało
około
4700
mil
żeglownych
dróg
śródlądowych
na
terenie
dzisiejszego
Królestwa
Wielkiej
Brytanii.
Jeszcze
w
okresie
II
Wojny
Światowej
kanały
spełniały
swoje
zadanie
jako
drogi
do
taniego
transportu
towarów
masowych.
Powstały
piękne
porty,
akwedukty,
śluzy,
baseny przeładunkowe, tawerny, słowem ogromna infrastruktura potrzebna przy tak uczęszczanych trasach transportowych.
Dziś w Sosnowcu na Niwce, w Mysłowicach czy Jaworznie w dzielnicy Jeleń nie znajdziesz nic z portowej infrastruktury
funkcjonującej przecież jeszcze w okresie międzywojennym. Nikt nie jest w stanie wskazać, gdzie były magazyny czy stocznia na
Jęzorze. Czas zatarł pamięć. Nieliczne fotografie i badania pasjonatów historii regionu nadają jakiś sens dziwnie brzmiącym
nazwą ulic Żeglarska, Marynarska, Portowa w dzielnicy Niwka w Sosnowcu. Czas świetności rzecznej floty Zagłębia
Dąbrowskiego bezpowrotnie przeminął.
Zupełnie inny los spotkał śródlądowe szlaki transportowe w Wielkiej Brytanii. Kolej żelazna paradoksalnie swój rozwój
zawdzięcza budowniczym kanałów. Koleją dostarczono budulec i materiały potrzebne do prac inżynieryjnych przy budowie
kolejnych odcinków wodnych w ostateczności rozwinęła się tak, że z powodzeniem przejęła transport towarowy. Z czasem dworce
stawały się coraz bardziej popularne a transport pasażerski stawał się coraz bardziej popularny. Słowem kolej jako wygodniejszy,
bardziej przewidywalny i tańszy środek transportu wyparł kanałowe barki. Można by przypuszczać, że infrastruktura popadnie w
ruinę i zatrze się w krajobrazie. Tak się jednak nie stało. W okresie panowania Królowej Victorii zrodził się trend i pasja do
uprawiania turystyki rzecznej. Powstawały kluby, towarzystwa turystyczne. Kanałowe barki z transportowych zaczęły się
przekształcać w mniej lub bardziej luksusowe river lub canal cruisery. Słowem zmieniały się w jachty motorowe do klubowych lub
rodzinnych wycieczek rzekami i kanałami Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii. Ten nowy trend ocalił to co możemy podziwiać dziś jako
sztukę industrialną przemysłowej rewolucji. Co ważniejsze nie tylko podziwiać, ale i pływać, organizować rejsy i szkolenia
wodniackie. Sieć kanałów Wielkiej Brytanii to obecnie cały czas aktywnie działający turystyczny szlak wodny. Stworzone w celu
transportu węgla, rudy metali i produktów przemysłowych, śródlądowe drogi wodne w Wielkiej Brytanii to po prostu cud epoki
przemysłowych i społecznych zmian Anglii i Europy. Mieszkając w Londynie nie miałem takiego wyobrażenia o pięknie tych
wodnych szlaków. Dopiero wizyty w Walii i okolicach Liverpoolu ukazały mi atrakcyjność tej jakże mało znanej w polskim
środowisku wodniackim dziedziny nautycznej aktywności.
W kolejnych artykułach opiszemy organizacje Canal and River Trust, która już 50lat zajmuje się opieką, dbałością i rozwojem
śródlądowych szlaków w UK. Pojedźmy do rzecznego portu Ellesmerne, by zwiedzić muzeum i doskonale zachowaną
infrastrukturę. Wybierzemy się do Walii, do miejsca gdzie akwedukt Pontcysyllte wznosi się na ponad 30 metrów wysokości,
łącząc górzyste tereny wciąż czynnym żeglownym kanałem. Ruszymy śladami obrazów znanych z filmu „ Peaky Blinders” i
wspólnie odkryjemy zupełnie nowe oblicza Wielkiej Brytanii. Żeglarstwo ma różne oblicza. Przez lata można było poczytać na
Pogorii.org o tej morskiej słynnej przeszłości brytyjskiej floty. Zapraszamy na ten mniej znany ale jakże ważny szlak kanałowych
barek zwanych w Anglii „traditional narrowboat”.
Tomasz.Bezan.Mazur.