Wydarzenia
                                                                                          Liverpool 23.07.2025. Tall Ships Races Aberdeen 2025.          Żeglarskie spotkania, te duże i te bardzo duże! Jest   sobotni   wieczór   19   lipca.   Pytam   siebie:   chyba   wszystko   zapakowane?!   Termos   z   kawą,   kanapki,   śpiwór,   ubrania.   Nerwowe   sprawdzanie pogody.   Na   tamtej   szerokości   geograficznej   potrafi   być   kapryśnie   o   czym   zresztą   przekonaliśmy   się   na   własnej   skórze.   Po   godzinie   21   przyjechał Paweł   Folfasiński,   lider   naszych   zaprzyjaźnionych   harcerzy   z   Liverpool.   Jeszcze   podgląd   na   GPS   i   ruszamy   w   drogę,   bo   przed   nami   prawie   400   mil. Nasz   cel   to   położone   wysoko   na   północy   szkockie   miasteczko   Aberdeen,   które   jest   tegorocznym   gospodarzem   pierwszego   etapu   Tall   Ships   Races, czyli regat największych żaglowców świata. Zatem samochód sam się nie poprowadzi, czas w drogę. Osobiście   jeszcze   nigdy   nie   byłem   tak   daleko   na   północy   Wielkiej   Brytanii,   pomimo,   że   mieszkam   tu   już   ponad   dwadzieścia   lat.   Paweł,   jak prawdziwy   harcerz-wędrownik   tylko   czasami   dla   upewnienia   spoglądał   na   GPS   i   pewnie   trzymając   kierownicę   nawijał   na   opony   kolejne   mile!   Ponad   7 godzin w trasie – szacun druhu Pawle! Jechaliśmy   w   nastroju   wyczekiwania   na   spotkanie   z   majestycznymi   żaglowcami   i   ich   załogami,   które   znamy   z   poprzednich   lat.   Pierwszy   etap wygrał   S/Y   Fryderyk   Chopin,   żaglowiec,   z   którym   i   ja   i   Agnieszka   mamy   niezapomniane   wspomnienia.   Lata   90te   to   rejsy   w   ramach   Międzynarodowej Szkoły   pod   Żaglami   zorganizowanej   i   prowadzonej   przez   legendarnego   kapitana   Krzysztofa   Baranowskiego   za   czasów   transformacji   politycznych więc   znaczenie   takiej   inicjatywy   było   wtedy   ogromne   dla   wizerunku   naszego   kraju,   który   dopiero   ubiegał   się   o   członkostwo   w   NATO   i   Unii Europejskiej.   To   tam   wspinając   się   po   rejach   żeglarskiego   doświadczenia,   trafiliśmy   do   załogi   szkieletowej   jako   starsi   wachtowi   i   pracując   w   pocie czoła   nauczyliśmy   się   szacunku   do   dużych   żaglowców   i   marynarzy   pływających   na   takich   jednostkach.   Możliwość   pracy   pod   komendą   kapitana Ziemowita   Barańskiego   była   dla   nas   doskonałą   okazją   do   nauki   pracy   w   dużej   załodze,   bo   nasze   wachty   liczyły   12-15   osób.   To   tu   poznaliśmy również kapitana Andrzeja Piotrowskiego, z którym przyjaźnimy się do dziś pomimo dzielących nas odległości. Kolejne    spotkania    to    rok    2010,    w    czasie    obchodów    Roku    Chopinowskiego,    ten    piękny    żaglowiec    reprezentował    Polskę    w    Londynie. Niezapomniane   rozmowy   z   nieodżałowanej   pamięci   kapitanem   Andrzejem   Medrygałem,   który   serdecznie   przyjął   nas   na   pokładzie,   gdzie   zawitaliśmy wraz z naszym wieloletnim przyjacielem i mentorem kapitanem Jerzym Knabe z YKP Londyn. Rok   później   nasze   żeglarskie   fora   doniosły   o   tragicznych   wydarzeniach   z   dnia   09   sierpnia   2011,   kiedy   to   w   czasie   fatalnych   warunków pogodowych   STS   Fryderyk   Chopin,   traci   maszty   niedaleko   Falmouth,   polonijni   wodniacy   ruszyli   z   pomocą.   Żeglarze   z   YKP   Londyn   w   tym   nasz przyjaciel   Marek   Mogielnicki   na   miejscu   pomagali   usunąć   poplątane   liny   i   pozrywany   takielunek.   Koledzy   z   Klubu   Nurkowego   Waleń,   wykonali wszystkie   prace   podwodne!   U   Jurka   Knabe   w   jego   londyńskim   mieszkaniu,   działał   sztab   kryzysowy.   Cudem   nie   doszło   do   tragedii   i   w   czasie wypadku   nikt   nie   zginął.   O   wydarzeniach   tych   opowiadał   nam   osobiście   kapitan   Ziemowit   Barański   w   czasie   długiej   i   pomimo   wszystkiego   ciepłej wieczornicy żeglarskiej w domu u Jurka.   Najbardziej   cieszyła   mnie   wizja   spotkania   z   STS   Pogoria!   Nie   ma   miejsca   w   tym   krótkim   materiale,   by   opisać   nasze   relacje   i   przyjaźń,   jaka wiąże   nas   żeglarzy   z   Klubu   Sportów   Wodnych   „Hutnik”   znad   jeziora   Pogoria   I   w   Dąbrowie   Górniczej   z   żaglowcem   STS   Pogoria.   Dla   przypomnienia nadmienię   tylko,   że   Memoriał   Sikorski   Rally   organizowany   4   lipca   na   Gibraltarze   wszedł   już   na   stałe   do   kart   polskiego   i   polonijnego   żeglarstwa. Niektórzy   prywatnie   donieśli   mi,   że   tyle   pracy   jak   na   Gibraltarze   w   czasie   trwania   obchodów   rocznicy   katastrofy   zorganizowanych   w   2023,   to   nie   było nawet   podczas   ostrych   sztormów.   Uczestnicy   tamtego   wydarzenia   nadali   mu   nieoficjalny   nickname   i   jeżeli   znajdziecie   się   na   pokładzie   Pogorii   to zapytajcie o tamte wspomnienia, warto! Dzień   przed   wyjazdem   z   Liverpool   miałem   ogromną   przyjemność   rozmawiać   telefonicznie   z   kapitanem   „Pogorii”   Wojtkiem   Wilkiem.   Nie   jest żadną   tajemnicą,   że   ja,   Agnieszka   oraz   kapitan   Wojtek,   jesteśmy   klubowymi   kolegami   z   KSW   „Hutnik”   i   znamy   się   ponad   30   lat.   Wspólnie   czekaliśmy na   to   spotkanie!   Cieszyłem   się   na   potkanie   z   kolegą   po   fachu,   kucharzem,   żeglarzem   i   prawdziwie   oddanym   na   rzecz   żaglowca   Sylwkiem Małachowskim,   bo   jest   on   duszą   tego   statku   i   niezaprzeczalnym   managerem   tajnego   miejsca,   zwanego   „Bar   pod   Blachą!”   Niemniej   życie   potrafi człowieka zaskoczyć! Okazało się, że spotkań starych przyjaciół spod żagli będzie więcej. Droga   długa!   Nocny   przelot   może   jest   i   szybszy   z   uwagi   na   mniejszy   ruch,   ale   za   to   nie   mogliśmy   podziwiać   niesamowitych   szkockich krajobrazów.   I   do   tego   północno-angielsko-   szkocka   już   zmieniająca   się   pogoda   przypominała,   że   zbliżamy   się   do   celu.   Zwiedzanie   nadrobiliśmy   w czasie   drogi   powrotnej,   a   zwłaszcza   w   dość   zakręconym   przez   zmiany   organizacji   ruchu   Aberdeen.   Kolega   Paweł   wspomina   szczególnie   pewien miejski most, który na długo przyprawiał go będzie o nocne poty. Niewygody   długiej   jazdy   samochodem   wynagrodziły   po   stokroć   widoki   portu   w   Aberdeen!   Szkocka   aura   wprowadziła   port   w   magiczny   klimat! Wszystko   zadziałało   jak   maszyna   do   przenoszenia   w   czasie.   Mglisty   poranek,   padający   z   nieba    mist ,   czyli   jedna   z   wielu   odmian   angielskiej   sorry, szkockiej   mgły,   otulił   setki   masztów   cumujących   w   przestronnym,   wygodnym   i   głębokim   doku   zaraz   obok   muzeum   morskiego.   Delikatny   wiatr   kołysał pokładami     żaglowców     z     całego     świata,     dając     załogom     spokojny     sen     po     emocjonującym     pierwszym     etapie     wyścigu.     Widoki     jak     z dziewiętnastowiecznych   obrazów   olejnych,   kiedy   to   żaglowce   królowały   na   morskich   szlakach   handlowych,   bajkowy   po   prostu   klimat.   Naszym   celem, oprócz    podziwiania    magicznego    portu,    było    oczywiście    odnalezienie    żaglowca    i    przyjaciół.    Ze    znaczkiem    KSW    „Hutnik”    Pogoria    na    czapce, ruszyliśmy szukać STS Pogoria. I   w   czasie   tych   właśnie   poszukiwań,   po   raz   pierwszy   pozytywnie   zetknęliśmy   się   z   organizacją   i   służbami   organizacyjnymi   Tall   Ships   Races Aberdeen   2025.   Jeśli   powiem,   że   Szkoci   stanęli   na   wysokości   zadania,   to   nie   odda   to   w   całości   kapitalnej   atmosfery,   profesjonalizmu,   uprzejmości   i doskonałej    organizacji    imprezy,    która    przerosła    wielkością    wszelkie    oczekiwania!    Doskonała    informacja,    kierowanie    ruchem    pieszym,    system przepustek   do   portu,   prysznice,   toalety,   mapy   i   stoiska   handlowe.   Wszystko   funkcjonowało   na   najwyższych   obrotach   i   standardach.   Nie   było problemu   z   odbiorem   śmieci   ani   z   dostawami   wody   czy   paliwa   do   statków.   Jak   potem   miałem   okazję   rozmawiać   z   jedną   w   kierowniczek   muzeum miejskiego,   dwa   lata   intensywnych   przygotowań   pokazało   doskonały   mechanizm   współdziałania   służb   miejskich,   portowych   i   porządkowych.   I   ten wszechobecny   uśmiech   na   twarzach!   Potrafił   on   rozjaśnić   nawet   te   chwile,   gdy   pogoda   kaprysiła.   Kończąc   temat   sukcesu   organizacyjnego,   nie można    zapomnieć    o    ekonomicznej    stronie    imprezy.    Wszystkie    okoliczne    biznesy    odnotowały    ogromny    wzrost    dochodów!    Okolicznościowych magnesów brakło już w pierwszych godzinach zwiedzania i trzeba je było szybko dowozić z magazynów. Brawo Aberdeen, brawo Szkocja! Znajdujemy   nasze   żaglowce.   Tradycyjnie   oddajemy   honory   i   prosimy   wachtę   trapową   STS   Fryderyk   Chopin   o   pozwolenie   wejścia   na   pokład. Uśmiechy   i   pozdrowienia,   „Cześć,   my   żeglarze   z   Liverpool   idziemy   się   zameldować   na   Pogorię”.   Stromy   trap,   wysoka   woda   a   pod   nogami   pokład pełen   niesamowitych   wspomnień.   Chopin   i   Pogoria   stoją   razem,   przechodzimy   przez   chopinowski   pokład   wspomnień   i   idziemy   na   Pogorie   tak   jakby do domu.   Tu   wszystko   działa   jak   w   zegarku.   Wachta   trapowa   powiadomiona   o   naszym   przyjeździe   a   Sylwek   kucharz,   czekał   na   nas   na   pokładzie.   Uściski wspomnienia,   przedstawiam   kolegę   Pawła,   wszyscy   pytają   a   gdzie   Agnieszka?   Mamy   jeszcze   dobrą   chwilę   do   podniesienia   bandery,   zatem   słynna, mocna, statkowa kawa, tak potrzebna w czasie długich nocnych wacht. STS   Pogoria   swoim   wyglądem   robi   wrażenie!   Jest   czysto,   ludzie   mają   rozdysponowane   zadania,   cytując   klasyka:”   Znaczy,   wszystko   jest zarobione   porządnie”.   Widziałem,   że   ten   klimat   przypadł   do   gustu   Pawłowi   a   oczami   wyobraźni   widział   tu   już   naszych   wodnych   harcerzy   i   harcerki   z Liverpoolu i może tez z Londynu? Plany są i powoli będą się krystalizować.  Wzruszająca   chwila   w   czasie   podniesienia   bandery.   Ceremonia   kameralna,   wszyscy   ściśnięci   pod   tentem   rufowym,   szkocki   deszcz   pada bardziej   intensywnie   niż   zazwyczaj.   I   te   niezapomniane   słowa   kapitana,   „gościmy   na   pokładzie   żeglarzy   z   Liverpoolu   w   tym   Tomka,   mojego   kolegę klubowego z lat, kiedy byliśmy nastolatkami”. Ukrywałem to, zwaliłem na deszcz, ale oczy mi zwilgotniały i jakiś słony płyn pociekł po policzkach. Śniadanie   w   gronie   załogi,   oficerów   i   oczywiście   z   kapitanem.   Smacznie   jak   zwykle!   I   zaskoczenie,   cześć   my   się   przecież   znamy!   Mózg   pracuje intensywnie,   setki   danych,   obrazów   i   informacji   przelatują   jak   w   najszybszym   procesorze.   Oj   potrzebna   podpowiedź!   To   ja   Adam   Piwowarczyk.   No tak!   Jak   mogłem   zapomnieć!   Instruktor   z   naszej   paczki   szkoleniowej   z   lat   90tych,   czyli   początku   naszej   żeglarskiej   przygody.   I   zaczyna   się wspomnień   lawina.   Jarek   Jarmułowicz,   Krzysiu   Siuliński   czyli   Partyzant,   Zosia   Jarmułowicz,   Agnieszka   Bramreja,   Marcin   Sobczyk   i   niestety   już szkolący    ludzi    gdzieś    w    innym    wymiarze    Darek    Kozieł    ‘Łysy”.    Opowieści    o    łódkach,    kursach,    ludziach,    przygodach,    śmiesznych    klubowych incydentach   i   oczywiście   niezapomnianych   imprezach   przy   ognisku,   grillu   albo   z   gitarą   na   pokładzie   trenera.   Czar   naszego   jeziora   to   ponadczasowa magia.   I   w   końcu   ktoś   z   drugiego   stolika   wchodzi   w   dyskusje.   No   chłopaki   ja   też   pływałem   na   Pogorii   w   Dąbrowie   Górniczej   ale   w   klubie   KSW „Fregata”.   Zaraz,   KSW   Fregata   to   klub,   który   reaktywowaliśmy   i   w   którym   pełniłem   funkcję   v-ce   komandora   do   spraw   szkolenia   od   1999   do   2003. Padają   nazwiska,   wydarzenia,   nazwy   łódek   i   daty.   No   jasna   sprawa,   my   byliśmy   już   wtedy   w   Anglii.   To   Marian   Jamróz,   kolejna   legenda   regatowych teamów   z   naszego   akwenu.   I   tu   następuje   technologiczno-historyczny   moment.   Kumple   z   pokładu   STS   Pogoria   ze   szkockiego   Aberdeen,   łączą   się mostem   video   z   kumplami   z   KSW   HUTNIK   Pogoria   w   Dąbrowie   Górniczej.   Tam   właśnie   odbywała   się   kolejna   edycja   żeglarskich   zajęć   żeglarsko edukacyjnych   dla   mieszkańców   regionu   śląsko-dąbrowskiego,   a   uczestniczyła   w   nich   Agnieszka.   Uśmiechnięta   twarz   Darka   Bałazego   tworzy   energię ponadwymiarową.   Jest   moc,   wzruszenie   bo   przez   tą   maleńką   chwilkę   wirtualnie   stworzyliśmy   most   pomiędzy   żaglowcem   STS   Pogoria   a   jeziorem którego nosi ten żaglowiec nazwę. Technologia okazuje się przydatna i wspominając klasyków – connecting people! Poprawia   się   pogoda!   Mamy   czas   na   zwiedzanie.   Być   na   zlocie   żaglowców   i   ich   nie   zobaczyć   to   nie   wypada.   Niemniej   do   zwiedzania   ogromne   kolejki.   Przybyło   setki   tysięcy   ludzi.   Do   naszego   „Daru   Młodzieży”   kolejka   wije   się   na   kilka   długości   jednostki.   Paweł   spotyka   swojego kapitana   z   rejsu   na   STS   Kapitan   Borchardt.   Dar   Młodzieży   przyciąga   urokiem   nie   tylko   jako   przepiękna   jednostka,   wyróżniająca   się   na   tle   innych.   Na wachcie   trapowej   stoją   w   galowych   mundurach   dziewczyny,   którym   urody   mogłaby   pozazdrościć   niejedna   miss   świata   bo   jak   wiadomo   nasze   polskie żeglarki   są   nie   tylko   świetnymi   fachowcami   ale   mają   tą   naszą   witaminę,   dzięki   której   są   niezastąpione   i   niezapomniane   a   niejednemu   żeglarzowi zostawiają   ranę   w   sercu.      Kolega   Paweł   pyta,   czy   można   by   się   tam   zapisać   do   „Morskiego   Uniwersytetu   Trzeciego   Wieku”   ale   jak   to   powiedział   ktoś mądry,   cały   problem   z   dzisiejszą   młodzieżą   jest   taki,   że   już   do   niej   nie   należymy!   Gromki   śmiech   wywołują   żarty   z   naszych   PESELi   bo   na   pokolenie Z to już się nie nadajemy.   Organizatorzy   zadbali   o   wszystko   więc   jest   co   zjeść,   jest   sporo   pienistego   złotego   płynu,   jest   muzyka,   taniec   i   integracja   ponadpokoleniowa   na szczęście.   Oczywiście   ta   ostatnia   przyprawia   kapitanów   o   siwe   włosy   na   głowach,   gdy   rano   trzeba   policzyć   załogi.   Wiadomo,   morskie   opowieści   na deku   do   późna   to   sprawa   wliczona   w   koszty   portowych   pobytów   a   szantowo-wokalne   popisy   mogą   nad   ranem   już   irytować,   ale   taki   jest   klimat   na wielkich żaglowcach. Spędziliśmy   dwa   wspaniałe   dni   na   pokładzie   naszego   zaprzyjaźnionego   żaglowca   a   rozmowy   z   kapitalną   załogą,   kucharzem   i   kapitanem   będą żyć   w   naszych   wspomnieniach   do   następnego   razu.   Aberdeen   stało   się   miejscem,   w   którym   udało   się   znaleźć   znakomity   balans   pomiędzy żeglarskim   szkoleniem,   wychowaniem   młodzieży   w   duchu   zdrowej   edukacji   morskiej   a   wypoczynku,   urlopem   od   szkoły   i   dnia   powszechnego   na lądzie.   Na   pokładzie   STS   Pogoria   czuliśmy   się   jak   w   domu,   wśród   życzliwych   ludzi,   pasjonatów   tej   samej   przygody   z   żeglarstwem.   To   samo   zresztą mówili   nam   uczestnicy   rejsu.   Młodzi   ludzie   ze   łzami   żegnali   się   z   żaglowcem,   gdyż   kończył   się   etap   ich   rejsu.   „Pogoria”   powstała,   aby   szkolić   i   w morskim   duchu   i   wychowywać   młodzież.   Realizował   ten   cel   program   „Bractwo   Żelaznej   Szekli”   i   oczywiście   „Międzynarodowa   Szkoła   pod   Żaglami” ten   sam   duch   ciągle   tam   jest.   Tam   go   szukajcie   wszyscy,   którzy   chcą   poczuć   to   co   ja   i   Agnieszka   kiedy   wspinaliśmy   się   po   rejach   Chopina   i   też   ze łzami w oczach żegnaliśmy żaglowiec po zakończonym rejsie. Nic   nigdy   nie   dzieje   się   bez   przyczyny.   Wszystko   ma   jakiś   określony   cel.   Czasami   uczestnicząc   w   jakiś   wydarzeniach   nie   zdajemy   sobie sprawy,   że   będą   miały   one   jakieś   skutki   w   przyszłości.   Sekretny   „Bar   pod   Blachą”,   kilku   facetów   z   niskimi   peselami   trzymając   kubki   z   tradycyjnym „morskim”   napojem   łączy   ta   sama   pasja   i   już   obmyślają   plan   kolejnego   spotkania.   Rysujemy   marzenia.   Rejs   szlakiem   polonijnym,   może   z   chórem   z „Zawiasa”,   Londyn,   Portsmouth,   Bristol,   Liverpool,   Dublin.   Oj   trzeba   uderzyć   w   dzwon   i   zawołać   do   organizacji   przyjaciół   Kasię   z   Londynu,   Patrycję   z Bristolu,   Marcina   z   Dublina.   Oczywiście   mnie,   Pawła   i   Agnieszki   wołać   nie   trzeba,   ale   sami   nie   podołamy   takim   planom.   Życie   pokaże   jakie   marzenia i plany uda się zrealizować. I   tym   razem   też   nie   chcieliśmy   schodzić   z   pokładu.   Ponownie   ukrywałem   płynącą   gdzieś   łzę!   Podnieść   razem   żagle   i   wyruszyć   w   rejs, oczywiście tylko na STS Pogoria. Takie marzenie zakiełkowały a my będziemy je pielęgnować i dążyć do ich urzeczywistnienia. Ogromne   podziękowanie   dla   kapitana   Wojtka   i   całej   załogi   wspaniałego   żaglowca   STS   Pogoria.   Nie   będę   się   rozpisywał,   ale   wiecie   na   nas możecie liczyć! Dziękujemy i pomyślnych wiatrów! Znalezione w Internecie, nie moje, ale będę używał trochę po piracku: „Pijcie rum, bo żadna dobra żeglarska opowieść nie zaczęła się od zjedzenia sałaty”. Tomasz, Bezan, Mazur.